wtorek, 26 lipca 2016

Kruszczyca złotawka (Cetonia aurata).


Rodzina kruszczycowatych (Cetoniidae) słynie z tego, że zrzesza w sobie najbardziej urodziwe gatunki chrząszczy, które odznaczają się m.in. pięknym, metalicznie błyszczącym ciałem. Szczególne bogactwo tych owadów możemy znaleźć w tropikalnych zakątkach naszej planety, zwłaszcza w lasach deszczowych Afryki oraz Południowo-Wschodniej Azji. Mamy tam takie piękności jak chociażby bajecznie ubarwieni (a samce zaopatrzone w róg!) przedstawiciele rodzaju Eudicella, Pachnoda (które często można znaleźć nie tylko w lasach tropikalnych, ale i w hodowlach hobbystów na całym świecie), czy też równie fantastycznie ubarwieni przedstawiciele rodzaju Dicronorrhina. A no i nie zapominajmy o gatunkach z rodzaju Goliathus, które może nie są aż tak piękne, ale za to należą do wagi ciężkiej świata owadów (największe gatunki dorastają nawet do 14 cm i osiągają wagę ponad 100 g).


Kruszczyca złotawka to całkiem spory chrząszcz, który dorasta gdzieś tak do 2 cm. Jej ciało jest dość kwadratowe, kanciaste i w całości metalicznie błyszczące. Jeśli chodzi o to ostatnie, to szczególną uwagę zwracają na siebie przedplecze oraz pokrywy. Te ostatnie zresztą ściśle przylegają do ciała i nie otwierają się nawet w czasie lotu. Czyżby więc kruszczyca nie potrafiła latać? Wręcz przeciwnie, lata i jest całkiem niezłym lotnikiem. Jak więc to robi, bez otwierania pokryw? Tuż pod nimi, znajdują się specjalnie wcięcia, przez które może wysuwać drugą, błoniastą parę skrzydeł. Dzięki temu, odwłok kruszczycy jest zabezpieczony zarówno w czasie spoczynku, jak i w trakcie lotu, a sam owad jest odporniejszy na zderzenia z różnymi przeszkodami lub ptasie dzioby. Jest to zresztą popularne także wśród innych kruszczycowatych. Dobrze, zajmijmy się teraz ubarwieniem. To najczęściej jest zielone, zaś pod wpływem promieni słonecznych nabiera złotawego lub nawet różowego połysku. Zdarzają się jednak osobniki o zupełnie innej barwie, bo np. fioletowe, a nawet niebieskawe (często kolory te się łączą w różnorodne kombinacje, a bywa też, że taki chrząszcz ma np. fioletowe przedplecze i zielone pokrywy). Na pokrywach kruszczyc możemy dostrzec białe, faliste plamki, zaś ich liczba bywa bardzo różna.


Występuje pospolicie w całym kraju. Dorosłe chrząszcze obserwuje się głównie na kwiecistych łąkach, obrzeżach lasów i w pobliżu wód. Wszędzie tam, gdzie rośnie dużo, różnych gatunków kwiatów, zwłaszcza baldaszkowatych. Pojawia się także w ogrodach. Obserwuje się ją wiosną oraz latem.
Kruszczyce są wyjątkowo ciepłolubnymi stworzeniami, dlatego widuje się je głównie podczas słonecznych nich, zwłaszcza popołudniami. Latają wtedy od kwiatka do kwiatka, a kiedy już na jakimś usiądą, zaczynają zjadać pyłek oraz spijać nektar. Zdarza im się również spijać sok wyciekający ze zranionych drzew. Są wówczas tak pochłonięte odżywianiem się, że nie zwracają uwagi na potencjalne zagrożenia. Nie są płochliwe i łatwo je można fotografować. Złapane przez drapieżnika, lub przez człowieka podkurczają nogi i udają martwe.


Larwy tych chrząszczy można z kolei znaleźć w spróchniałych pniach oraz w kompoście. Dorastają do około 4-5 cm, z wyglądu zaś, są białe i ogólnie pędrakowate. Niektóre źródła podają, że mogą również bytować w mrowiskach. Po zakończeniu rozwoju, larwa kruszczycy tworzy specjalny, bardzo wytrzymały kokon, zbudowany z cząstek ziemi oraz drewna, które są ze sobą połączone kleistą wydzieliną. W nim właśnie dochodzi do przepoczwarczenia. Rozwój larwy może trwać rok lub dwa lata.

środa, 20 lipca 2016

Podbiał pospolity (Tussilago farfara).


Podbiał pospolity to pospolita roślina, rosnąca  na łąkach, polanach, przydrożach. Czasem pojawia się także na trawnikach, gdzie jest trudnym do zwalczenia chwastem. 
Podbiał pospolity jest podobny do mniszka pospolitego, jednak ma mniejsze kwiaty (średnicy 2-2,5 cm), które pojawiają się na roślinie, zanim wytworzy ona liście (w marcu i kwietniu). Kwiaty są żółte, osadzone na szczycie pędów pokrytych łuskami. Liście podbiału pospolitego są duże, okrągławo sercowate, z płytkimi zatokami i ząbkami na brzegach. 
Kwiatostany pokazują się, zanim rozwiną się liście. Kwitnie od marca do maja.Młode liście podbiału są całe pokryte białym kutnerem, z czasem włoski pozostają jedynie na spodzie liści. Podbiał pospolity osiąga od 7 do 15 cm wysokości. 
Surowcem zielarskim podbiału pospolitego są liście podbiału, rzadziej kwiaty podbiału. Zawierają one m.in. olejek eteryczny, śluz, garbniki, karotenoidy, kwasy organiczne, gorycze, związki mineralne i mikroelementy – zwłaszcza cynk. Liście podbiału zbierane są bez ogonków, od maja do czerwca, kwiaty podbiału zrywa się, gdy tylko zaczną się rozwijać. Po wysuszeniu wykorzystywane są do przyrządzania odwaru. 


Podbiał znany był już w starożytności. Naparem z rośliny leczyli znani medycy - Hipokrates, Galen i Pliniusz Starszy. Także wdychanie dymu przez rurkę palących się liści i korzeni podbiału zalecane było jako lekarstwo na suchy, ostry kaszel. We wszystkich chorobach piersiowych stosowany był jako środek wykrztuśny. Znajdował zastosowanie przy astmie i przewlekłym kaszlu, a także podczas zapalenia oskrzeli. Wysuszone i zwinięte liście podbiału były także palone - tak jak papierosy. Podbiał stosowany zewnętrznie pomagał w leczeniu zmian skórnych: ran, czyraków, wrzodów, ropni, odcisków i oparzeń. Był zalecany w przypadku pękających brodawek u kobiet karmiących oraz w łagodzeniu uporczywych bólów głowy. Inne nazwy ludowe i zwyczajowe: białkuch, ośla stopa, końskie kopyto, boże liczko, kniat, kaczyniec, grzybień, białodrzew, gęsie łebki, kwiat szczupaczy.

niedziela, 17 lipca 2016

Wałęsaki (Pardosa spp.).


Najbardziej znanym gatunkiem, zdecydowanie najczęściej pojawiającym się w atlasach pająków, jest Pardosa lugubris, czyli wałęsak leśny. W internecie znacznie „pospolitszy”jest Pardosa amentata, znany też jako wałęsak zwyczajny. Oba są również pospolite w naturze, jednak… oznaczanie wałęsaków jest wyjątkowo trudne i niestety często nie wystarczy zwykłe spojrzenie na obrazek w necie, by prawidłowo je zidentyfikować (duża ilość gatunków oraz zmienność w ich ubarwieniu znacząco komplikuje sprawę).
Wałęsaki to średniej wielkości przedstawiciele pogońcowatych. Przeważnie osiągają około 6-8 mm, przy czym samce są mniejsze od samic (o jakieś 2 mm). Jeśli chodzi o budowę ciała to ta jest dość szczupła, zaś znajdujące się na głowotułowiu nogi są mocno zbudowane, przystosowane do sprawnego, szybkiego biegania (w razie potrzeby potrafią biegać nie tylko na lądzie, ale także po powierzchni wody). Pod względem ubarwienia są najczęściej brunatne, szarawe oraz czarniawe. Wzór na odwłoku także bywa różny w zależności od gatunku. U wielu wałęsaków przez środek karapaksu biegnie wąski, jasny pas (który zależnie od gatunku może mieć różną szerokość).



Wiele gatunków dość powszechnie występuje w całej Polsce. Spotkać je można głównie na nasłonecznionych obrzeżach lasów, ale także nad brzegami wód czy nawet w ogrodach. Pojawiają się bardzo wcześnie, bo już wczesną wiosną, a nawet zimą, podczas słonecznych, odwilżowych dni. Jesienią natomiast można je spotkać bardzo późno, bo nawet pod koniec tej pory roku. To że przebywają w tak dużych grupach wcale nie oznacza, że lubią się nawzajem. Wręcz przeciwnie. Niejednokrotnie większe wałęsaki napadają i pożerają młodsze od siebie osobniki. Ogólnie wałęsaki to naprawdę groźni myśliwi którzy sporą część swojego życia przeznaczają na poszukiwanie potencjalnych ofiar. A tymi są głównie drobne owady i – jak wyżej wspomniałem – także inne pająki. Wałęsaki, jako typowo dzienni myśliwi posługują się przede wszystkim wzrokiem. A ten – jak na pająki – jest naprawdę całkiem dobry. Z tego też względu, bardzo łatwo przychodzi im namierzenie potencjalnej zdobyczy, a kiedy już tak się stanie… następuje niemal błyskawiczny atak. Pająk szybko zatapia swoje pazurki w ciele ofiary i czym prędzej obezwładnia ją jadem. Złapana ofiara w zasadzie nie ma dużych szans na to, aby się z nich wydostać. Ze względu na swoją liczbę oraz żarłoczność, wałęsaki (oraz inne pogońcowate), stanowią niezwykle ważny element leśnego łańcucha pokarmowego. Obliczono, że pogońce na jednym hektarze ziemi są wstanie skonsumować nawet 100 kg owadów rocznie! Oczywiście wiele z tych owadów to gatunki sprawiające w lasach spore problemy, dlatego wałęsaki są niezwykle pożytecznymi stworzeniami. 



Kiedy samiec wałęsaka spotka na liściu samiczkę, rozpoczyna kołysać się na liściu oraz wymachiwać przed nią nogogłaszczkami i pierwszą parą nóg. Robi to z wielką dozą ostrożności bo jednak wiecie… samiczka jest większa i dużo straszniejsza niż on sam (no i może być też głodna). Ta zresztą może albo go pogonić, albo też z uwagą obserwować jego zaloty i w końcu zgodzić się na to, by ten ją zapłodnił. Samiec podczas wykonywania swoich czynności jest bardzo skupiony, dlatego jeśli pod nogami kręci się mrówka, czy jakiś inny owad, nie zwraca na nie uwagi, lecz robi to co do niego należy. Kiedy natomiast w pobliżu pojawi się konkurent… wtedy zalotnik błyskawicznie go przegania i po chwili wraca do tańca godowego. Gody wałęsaków potrafią być długotrwałe i mogą się ciągnąć nawet przez kilka godzin, ale naprawdę warto je zaobserwować (najlepiej w maju, gdyż to właśnie w tym miesiącu przeważnie się odbywają). Kilka tygodni później, gdzieś tak pod koniec maja, albo na początku czerwca, zapłodniona samica przystępuje do tworzenia kokonu, w którym oczywiście umieści swoje jajeczka. Samica zaczyna od uprzędzenia denka, następnie wieczka, a dopiero na finiszu zabiera się za boczną ściankę. Całość przybiera w końcu kulisty, z lekka spłaszczony kształt. Pod względem barwy jest białawo-szary albo zielonkawo-szary. Kiedy kokon jest już gotowy, a jajeczka znajdują się w środku, samiczka przypina go sobie do spodu odwłoka, konkretnie do kądziołków przędnych i pilnuje go jak oka w głowie. Takie samiczki bardzo często można znaleźć na otwartych polanach, gdzie wystawiając się na działanie promieni słonecznych ogrzewają swoje kokony (a płynące z nich ciepło znacząco przyśpiesza rozwój zarodków). A co się stanie, gdy samiczka wałęsaka przypadkiem zgubi swój kokon? Wtedy bez wahania zaczyna go szukać tak długo, aż uda się jej go znaleźć (a gdy się nie uda, instynkt może popchnąć ją do zastąpienia go np. małą, ślimaczą muszelką!). W przypadku gdy jakiś drapieżnik będzie chciał jej go zabrać, wtedy samiczka bez żadnej krępacji stanie w jego obronie.Po dwóch, trzech tygodniach od złożenia jajeczek wylęgają się z nich młode pajączki. 
Początkowo  znajdują się jeszcze w kokonie i w nim też przechodzą pierwszą wylinkę. Tuż po niej pajęcza mama podaje im swój pomocny pazurek za pomocą którego przegryza kokon i pomaga im się wydostać na zewnątrz. Kiedy tylko do tego dojdzie, młode pajączki niemal natychmiast wspinają się na odwłok samiczki na którym to pozostają przez jakieś 10 następnych dni. W tym czasie samiczka wałęsaka normalnie poluje, ale to co złowi pożera sama, ponieważ młode pajączki nie muszą się wtedy odżywiać. Za to woda jest dla nich jak najbardziej wskazana, dlatego pobierają ją z kropelek porannej rosy. Każdy z siedzących na odwłoku pajączków jest do niego przyczepiony nitką pajęczyny. Kiedy pojawi się zagrożenie, pajączki natychmiast opuszczają matkę i rozpierzchają się na wszystkie strony. Później jednak, gdy zrobi się bezpiecznie wracają do niej właśnie dzięki tym pajęczym niciom. Kiedy nadchodzi czas usamodzielnienia się, pajączki robią coraz dłuższe wypady w teren, cały czas jednak wracając do swojej matki. Przynajmniej do tego dnia, w którym zdecydują się w końcu ją opuścić i już nigdy do niej nie wrócić.

piątek, 8 lipca 2016

Barczatka napójka (Euthrix potatoria).


Nasza bohaterka należy do rodziny barczatkowatych (Lasiocampidae), dość nielicznej grupy motyli, która w naszym kraju liczy sobie tylko 19 gatunków.  Pod względem wielkości, trzeba przyznać, że napójka jest dość sporą ćmą. Rozpiętość skrzydeł samców może sięgać 5 cm, zaś samic nawet 7 cm. Skoro już przy tym jesteśmy, to w przypadku tego gatunku mamy do czynienia z bardzo wyraźnym dymorfizmem płciowy. Najbardziej znaną różnicą między samcem a samicą wśród ciem, jest budowa czułków i u napójki także jest ona obecna. U samca są pierzaste, natomiast u samicy cienkie i nitkowane. Samce są  ochrowo-żółte lub brunatne, natomiast samice jasnożółte lub brunatnożółte. U osobników obu płci, na skrzydłach znajduje się także ukośna przepaska, oraz dwie białe plamki w czarnych obwódkach, znajdujące się na żyłce poprzecznej.


Gatunek ten jest pospolity na terenie całego kraju. Dorosłe motyle można spotkać w różnego rodzaju lasach, głównie wilgotnych, często sąsiadujących ze zbiornikami wodnymi. Pojawiają się także na wilgotnych i podmokłych łąkach oraz torfowiskach. Dorosłe motyle są aktywne od końca czerwca do pierwszej połowy sierpnia. Ja spotkałam ją w tamtym roku w wakacje na dróżce w lesie a w sumie to na jej poboczu. Przechodziłam koło niej kilka razy zastanawiając się czy to zeschnięty liść czy może ćma.
 Ich życie trwa bardzo krótko, raptem kilka dni. W międzyczasie jego trwania nie tracą czasu na tak przyziemne sprawy jak odżywianie się. Zresztą, nawet jakby chciały, to nie mogą, gdyż ich narządy gębowe uległy znacznemu zredukowaniu. Korzystają więc z zapasów, jakie zgromadziły w czasie larwalnego życia i skupiają się niemal wyłącznie na godach. Samce namierzają samice dzięki swym pierzastym czułkom (dzięki nim, potrafią je dosłownie „wyniuchać”). Po kopulacji, samiczki składają zielonkawo-białawe jajeczka, chociażby na pniach drzew. Najczęściej bowiem, umieszczają je pojedynczo, lub też w niedużych grupach. Po tej czynności, samiczka dodatkowo pokrywa je włoskami, które pochodzą z jej własnego odwłoka. 


Pierwsze gąsienice pojawiają się we wrześniu i żerują aż do późnej jesieni, po czym zimują i pojawiają się wczesną wiosną przyszłego roku. Zdarza się jednak, że pokazują się znacznie wcześniej, zwłaszcza w czasie lżejszych zim i odwilży (można je niekiedy wypatrzeć na uschniętych trzcinach, bądź bezpośrednio na śniegu). Pod względem ubarwienia taka gąsienica jest brunatna bądź brunatno-szara, zaś po bokach ciała znajdują się kępki białych i brązowych włosków, układających się w jednolite linie. Oprócz nich, na grzbiecie ciała mamy także dwa rzędy czarnych brodawek, które także układają się w linie. Pod każdą z nich, biegnie zaś „prawdziwa,” żółta linia. Pod koniec swego rozwoju może dorastać nawet do 6 cm. Głównym źródłem pokarmu gąsienic są różne gatunki traw, ale także trzciny, pałki wodne czy turzyce. Co ciekawe, po takim jedzeniu często je „suszy,” dlatego chętnie piją wodę, którą pozyskują z kropel rosy, bądź deszczu, osadzających się na ich posiłku (stąd też nazwa „napójka”). No dobrze, a co w sytuacji, gdy panuje susza? Wówczas gąsienice wykazują się na tyle dużą desperacją, że dochodzi między nimi do aktów kanibalizmu (dosłownie napadają na pobratymców, by móc pozyskać z nich wodę). Do przepoczwarczenia się dochodzi głównie od połowy maja do połowy lipca. Wówczas dojrzałe gąsienice ruszają na poszukiwanie dogodnych miejsc i właśnie wtedy można je spotkać na drogach. Zaniepokojone, mogą wówczas zwinąć się w kulkę i cierpliwie czekać, aż zagrożenie minie. Kiedy uda im się znaleźć odpowiednie miejsce, budują na nim białawy oprzęd, w którym się przepoczwarczają. Po około miesiącu można zaś obserwować dorosłe już osobniki.

piątek, 1 lipca 2016

Odorek zieleniak (Palomena prasina).

Odorek to klasyczny przedstawiciel tarczówkowatych (Pentatomidae), którego na pierwszy rzut oka powinno być łatwo rozpoznać. W naszym kraju żyje dwóch przedstawicieli tego rodzaju. Drugim jest odorek jednobarwek (Palomena virridissima), czyli bliźniaczy kuzyn naszego zieleniaka. Oba są do siebie podobne niemal jak dwie krople wody i dlatego łatwo je ze sobą pomylić.  Okazuje się, że istnieją trzy główne różnice, na które należy zwracać uwagę przy ich oznaczaniu. Pierwsza z nich dotyczy budowy kapsuły genitalnej, czyli czegoś, co możemy zobaczyć dopiero po uśmierceniu, spreparowaniu i wsadzeniu owada pod mikroskop stereoskopowy. Kolejna różnica dotyczy ich czułków. Otóż u odorka zieleniaka drugi człon czułka ma mniej więcej taką samą długość jak trzeci. U jednobarwka natomiast, drugi człon czułka jest zdecydowanie dłuższy i to o 1,5 a nawet 2 razy.  U odorka zieleniaka boczne krawędzie znajdujące się w jego górnej części są proste, bądź lekko wklęsłe, co zresztą bardzo elegancko widać. U jednobarwka te krawędzie są zaokrąglone, a nawet zaryzykuje stwierdzenie, że są wręcz wydęte, przez co całe przedplecze wygląda na szersze niż u zieleniaka. Szczególnie mocno widać to od spodniej strony. Dodatkowo jednobarwek jest również mniejszy od zieleniaka i osiąga od 8 do 13 mm. No i jest również znacznie rzadszy.
Odorek zieleniak przez długą cześć swojego życia jest zielony. Cały efekt psuje nieco czarne zakończenie na odwłoku. To błoniasta część skrzydeł odorka. U pluskwiaków bowiem mamy do czynienia z tzw. półpokrywami, a to oznacza, że są sztywne tylko do połowy, a nie po całości jak np. u chrząszczy. Mimo to odorek i tak maskuje się nie najgorzej, więc absolutnie nie ma co mu wypominać czarnej „końcówki.” Za to przyrodzie jak najbardziej można zwrócić uwagę na parę rzeczy. Np. na to, że wraz z jesienią liście zmieniają barwę, przez co z zielonych stają się brązowe, lub nawet czerwone.Dzięki temu są wstanie maskować się o każdej porze roku. Oczywiście, po zimowaniu, znów muszą się zrobić zielone. Odorek należy do jednych z naszych najpospolitszych rodzimych pluskwiaków. Można go spotkać w całym kraju i do tego, w całkiem sporych ilościach. Powszechnie występuje w lasach różnego typu, na terenach otwartych, w pobliżu wód, we wszelkiej maści zaroślach, naszych ogrodach, na działkach, czy nawet w miastach.  O tym, że odorek spijał sok z danego owocu możemy się bardzo łatwo przekonać, ponieważ przy wysysaniu, odorek wydziela swoją ślina, która niestety dla nas, wyjątkowo psuje ich smak. Po spróbowaniu takiego owocu, z wyjątkowym wstrętem odkryjemy, że wcześniej ucztował na nim właśnie odorek… albo inna tarczówka. Zresztą sam odorek również chętnie wydziela bardzo nieprzyjemne zapachy. Umożliwiają mu to specjalne gruczoły zapachowe umieszczone na śródpiersiu. Oczywiście nie jest tak, że odorek cały czas nieprzyjemnie pachnie. Brzydki aromat wydziela jedynie w momencie zagrożenia, a więc np. jak złapiemy go do ręki i ściśniemy lekko między palcami.  Sam w sobie odorek nie jest groźny, więc nie musimy się bać, że zrobi nam krzywdę. 
Okres godowy przypada na przełom czerwca i lipca Pluskwiaki mają to do siebie, że kopulują szczepione ze sobą końcówkami odwłoków. Zanim jednak do tego dojdzie muszą sobie uciąć małą pogawędkę!  Wykorzystują do tego wibracje! Wygląda to tak: dwa (a czasem więcej) odorki spotykają się wspólnie w jakimś zacisznym miejscu, po czym za pomocą swych nóg, wprawiają w drgania blaszkę liścia, na którym aktualnie stoją. Osobnik do którego zostały wysłane wychwytuje je za pomocą specjalnych receptorów, umieszczonych na swoich odnóżach. Drganiami posługuje się zarówno samiec jak i samica, a ich „treść” dotyczy wabienia, zalotów, lub też konkurencji. Dopiero po takiej pogadance, samiec przystępuje do kopulacji z samicą. Po jej zakończeniu, samiczka rozpoczyna poszukiwania odpowiedniego liścia na złożenie jajeczek. Umieszcza je w sporych grupkach, dokładnie na jego spodzie, tak by były skryte przed wzrokiem drapieżników. Po wylęgnięciu się, młode odorki prowadzą bardzo zbliżony tryb życia jak dorosłe, a więc skupiają się na wysysaniu soków roślinnych, zaś w razie zagrożenia również mogą nieprzyjemnie pachnieć. Same są przeważnie całkowicie zielone, ale zdarzają się także osobniki z czarnymi dodatkami. Po przejściu pięciu wylinek, młode odorki przeobrażają się w dorosłe osobniki. Ma to miejsce gdzieś tak pod koniec lata, czyli wtedy, gdy dorosłe odorki muszą już myśleć o zmianie ubarwienia.